Asterix i Wikingowie
Od serwisu grono.net otrzymałem zaproszenie do Multikina. Dziś urwałem się z kursu pedagogicznego i wybrałem się na kolejną część przygód dzielnych galów.
Byłem jedynym widzem w sali – ciekawe ile stracili na tej projekcji (odtwarzali film dla jednej osoby, która w dodatku nawet nie zapłaciła za bilet)
.
Po długiej serii reklam doczekałem się w końcu na rozpoczęcie projekcji. Tym razem film nie zaczął się od dobrze znanej formułki (o tym, że tylko jedna osada Galów obroniła się przed najazdem krwiożerczych Rzymian) – cała historia rozpoczyna się w mroźniej i zlodowaciałej krainie Wikingów.
Fabuła jest dość naiwna – do wioski Asteriksa przybył bratanek wodza – Trendix. Przybysz ze stolicy (nazwa wybitnie podobna do Paryża) źle się czuje na prowincji. Nie pochwala wiejskich tańców, brakuje mu mowy ziomów (niestety, i ten film został nią okraszony – całe szczęście że w bardzo małym zakresie – nie tak jak w “Rybkach z ferajny”) i robi mu się niedobrze na widok pożeranych dzików (sam je tylko jarzynki).
Asterix i Obelix otrzymują odpowiedzialne zadanie – mają zmienić wielkomiejską ofiarę (”to sama skóra i kości”) w prawdziwego woja.
W tym czasie Wikingowie poszukują największego tchórza na świecie (wierzą że taka osoba nauczy ich latać) – trafiają oczywiście na Trendiksa i porywają go do swojej krainy.
Bałem się, że film będzie bardzo słaby – w trailerze wyglądało na to, że na tła generowane w programach do grafiki trójwymiarowej nałożono płaskie rysunki postaci. Na szczęście jedynie niektóre efekty (chmury, mgły itp) były w widoczny sposób generowane na komputerach – cała reszta wyglądała na starą, dobrą, oldschoolową grafikę (choć pewnie i tak rysownicy tworzyli całość na komputerach).
Humor dość przeciętny! Nie bawiłem się tak dobrze jak przy starych częściach (może to ja jestem już za bardzo sztywny) – choć nie brakowało momentów w których śmiałem się na całe gardło…
Ilość ‘śmiechonów’ oceniam na mniej więcej połowę filmu “Asterix i Obelix: misja Kleopatra” (jest nawet nawiązanie do tego filmu – w pewnym momencie Obelix nuci ten sam fragment o koralach).
Podsumowując – film niezły, można się wybrać i poczuć znowu jak dziecko. Jeśli zobaczy się go razem z młodszą częścią publiczności (która prawdopodobnie będzie reagować bardzo żywiołowo) – wtedy zabawa powinna być jeszcze lepsza!